wtorek, 12 lutego 2013

Kto zburzy Bastylię? | uwazamrze.pl

Kto zburzy Bastylię? | uwazamrze.pl

Kto zburzy Bastylię?

Andrzej Urbański 10-02-2013, ostatnia aktualizacja 10-02-2013 15:00
źródło: AFP
autor: Pedro Armestre
Liberalizm uprawiany przez Tuska infekuje państwo bezradnością
Największą, najstaranniej ukrywaną tajemnicą – i to bez różnicy, czy będziemy mówili o czasach panowania Edypa czy o współczesności – jest zawsze bezradność władzy.
Jak wiadomo, Edyp został wynajęty przez Teban, aby uwolnić miasto od złej klątwy, niestety, poniewczasie okazało się, że to on był przyczyną wszelkich nieszczęść i kataklizmów, jakie spadły na obywateli. Ta metafora doskonale pasuje do Donalda Tuska i jego rządu – w czasach kryzysu systemowego ta forma liberalizmu, w którą premier wierzy, nie jest rozwiązaniem, ale fundamentalną częścią problemu. Chodzi bowiem o lawinowo narastającą nierównowagę między rynkiem a państwem, konsumentami a obywatelami, pęczniejącym w spekulacyjne bańki kapitałem a strukturalnie kurczącym się obszarem pracy. Liberalizm, jaki uprawia Tusk, infekuje państwo bezradnością, lękiem przed zdecydowanymi działaniami, zachwytem, że z kranu płynie ciepła woda, podczas gdy w Europie i w świecie toczy się spór o ustalenie całkowicie nowych reguł gry z rynkiem. Przykładem może być pozew rządu USA przeciwko agencji ratingowej, której entuzjastyczne oceny przyczyniły się do finansowego kryzysu. Albo konflikt o podatek od transakcji finansowych, który dzieli unijne elity bardziej niż cokolwiek innego. I kolejne sądowe wyroki w sprawie nielegalnego fałszowania stawki Libor, sięgające już ponad 2 mld euro kar wymierzonych znanym bankom. Ale najbardziej jaskrawym przykładem tego, jak demokratyczne państwa ruszyły na wojnę z rynkiem, jest gwałtowna rezygnacja z fikcji niezależności centralnych banków... W tym Europejskiego Banku Centralnego, który łamie własne zasady, aby wspomóc konkretne państwa strefy euro w walce ze spekulantami.
Wojna demokracji z rynkiem
Państwa na wojnę z rynkiem ruszyły z konieczności, kiedy splajtowały obietnice neoliberalnych ideologów, że rynek, jeżeli mu się na to pozwoli, zdejmie z demoliberalnych państw wszelkie problemy i kłopoty. W praktyce okazało się, że jest inaczej. Deregulowany rynek, szczególnie w obszarze transakcji finansowych, okazał się jak Golem – zbyt wielki, aby upaść i nie zniszczyć wszystkiego na swojej drodze upadku, a jednocześnie, po katastrofie z kredytowaniem nieruchomości bez pomysłu, jak z odpowiednim zyskiem inwestować rosnące z dnia na dzień nadwyżki finansowe. To dlatego nie ruszają ani inwestycje, ani nowe miejsca pracy. Według analityków ilość pustego pieniądza w połączeniu z długiem publicznym i prywatnym przekracza statystycznie normy z dnia, kiedy zaczął się wielki kryzys. Tym razem recesja i strukturalne bezrobocie wyprzedziły krach na giełdzie tylko dlatego, że państwa ratują banki, zanim dojdzie do najgorszego. Czyniąc tak, budują jednak inny gigantyczny problem – ograbiają z oszczędności i szans rozwoju klasę średnią. Dług publiczny nakładany jest na kolejne, jeszcze nieistniejące pokolenia, podczas gdy tu i teraz rozwierają się nożyce nierówności. Majątek, jaki jest w prywatnych rękach górnego 1 proc. społeczeństw, oscyluje między 50 a 70 proc. całej wartości zgromadzonej przez demokratyczne narody. Ta piramida stoi na swoim czubku i każdy wie, że gwarantuje to jej szybki i bolesny upadek.
Konflikt jest nieuchronny
Do tej pory przed wybuchem chroniła nas ilościowa ekspansja klasy średniej, to ona stabilizowała demoliberalny system i buforowała go przed nadmiernymi napięciami i awariami. Była jak wielki lejek – od dołu kusiła wszystkich szansą na awans, od góry pozwalała wybrańcom przedostać się w świat oligarchów. Badania są jednak bezlitosne – od lat 70. czubek lejka się wydłuża, podczas gdy jego szeroki spód się spłaszcza. Klasa średnia stoi w miejscu, ale co gorsza, nie jest w stanie zagwarantować własnym dzieciom reprodukcji dotychczasowego statusu. Dopóki wierzyliśmy w mit, że nie radzą sobie tylko nieudacznicy, wszystko było w porządku. Teraz w Hiszpanii się okazało, że nie radzi sobie całe pokolenie, co drugie nasze dziecko jest bez pracy i szansy, że to się szybko zmieni. To nie jest bezrobocie marginesów, ale samego centrum systemu. Jego serce i krew, bez których istnieć nie może. Jak pisał w poprzednim numerze Maciej Gierej – system zamknął ścieżki kariery i awansu, broniąc z całej mocy status quo. Nie chodzi więc o same rosnące nierówności, czyli o grupy tradycyjnie wykluczone i zmarginalizowane, ale o wykluczenie z sukcesu tych, którym obiecano, że jeżeli spełnią pewne minimum (np. wykształcenie), to rynek zaoferuje im takie same atrakcje jak ich rodzicom. Teraz słyszą o braku możliwości rozwoju, o szklanym suficie, o gigantycznym murze, którym odgradza się od nich wyższa klasa średnia, która korzysta z rosnącej spekulacyjnej bańki finansowej i tak jak w Grecji przerzuca tezauryzowane środki, wykupując nieruchomości w centrum Londynu. Lub jak Gerard Depardieu uciekający z majątkiem pod opiekę Putina.
Ten mur to nowa jakość w demoliberalnym systemie i im  wyraźniej zacznie oddzielać górne kilka procent establishmentu od całego społeczeństwa, tym pewniejsza reakcja masy wykluczonych. Dopiero stan wykluczenia z sukcesu w połączeniu z arogancją świata luksusu tworzy tradycyjną mieszankę wybuchową. Przypomina to reakcję chemiczną, której nikt już nie potrafi zatrzymać.
Konflikt jest autentyczny, nikt go nie wymyślił, nie ma żadnego spisku, a struktury społeczne nie kłamią i nie manipulują, one ustalają się w ciągłym ruchu i czasami – jak płyty tektoniczne na uskoku – zaczynają o siebie trzeć z zadziwiającą mocą. Efektem jest powszechne zniszczenie. Struktury społeczne „dzieją się" prawdziwie, zazwyczaj toczą swój los raczej nieświadomie i nawet jeżeli biorą udział w mocnym konflikcie, to dopiero jego ujawnienie, nazwanie jest koniecznym warunkiem skoku z krainy konieczności w świat wolności.
Status quo bronią konkretni ludzie, instytucje, grupy interesów, lobbyści, spekulanci i grabieżcy. Wystarczy sprawdzić krok po kroku, kto konsekwentnie od Okrągłego Stołu krzyczy, że nic nie należy zmieniać. Nic i nikogo. Kto bał się pierwszych demokratycznych wyborów prezydenckich i parlamentarnych, wołając, że pacta sunt servanda. Kto do dziś twierdzi, że nie było żadnych spółek nomenklaturowych, prywatyzacyjnych przekrętów, układów i zmów drogowych, a Rywin, kiedy odwiedzał Michnika, opowiadał mu tylko smaczną krotochwilę. W indeksie łatwo będzie odnaleźć te same nazwiska polityków, publicystów, autorytetów, niezmiennie udowadniających, że system jest najlepszy z możliwych, a każdy, kto pragnie jego zmiany, to łajdak i faszysta. Kto wspierał wszystkie rządy poza tymi dwoma, wiadomo jakimi... Równie łatwo można sprawdzić, kto na obronie status quo korzystał. Establishment III RP nie ukrywa się w żadnych piwnicach, odwrotnie, lubi błyszczeć we fleszach i telewizyjnych reflektorach, wynajmuje za sute napiwki swoje „autorytety" i ekspertów gotowych wszystko poświadczyć.
I ma do tego prawo. Takie są demoliberalne reguły gry, nikt nie może zabronić sprowadzać do Chelsea piłkarzy za setki milionów euro, podczas gdy ci biedniejsi muszą się zadowolić znacznie tańszymi. Dopóki jednak ci inni także mają szansę na zwycięstwo, nikt nie kwestionuje status quo. Wystarczy jednak, że ktoś zmonopolizuje sukces w Premier League, a cały system zawali się jak domek z kart.
Wszystko się więc zmienia, kiedy establishment blokuje konieczne zmiany i reformy, ponieważ mogą mu zagrażać. Kiedy zwalcza jednostki, radzi sobie bez problemu, ale kiedy będzie musiał się zmierzyć ze zrewoltowanymi strukturami społecznymi, jego szanse maleją do zera. Staje się wtedy jedną ze stron konfliktu strukturalnego, w którym racje przestają się rozkładać symetrycznie, a pierwszą ofiarą wojny zawsze padają stare reguły gry.
Wszystko też się zmienia, kiedy ta druga strona domagająca się reform jest wykluczana, marginalizowana, uznawana za antysystemową. To również oznacza radykalną zmianę demokratycznych reguł gry, a system z wewnątrzsterownego, czyli reformującego się samodzielnie, przemienia się w system zewnątrzsterowny, to znaczy wymagający interwencji spoza tradycyjnych instytucji dbających o dostosowanie i poprawę status quo. Do takiej sytuacji doprowadzili wspierani przez liberałów postkomuniści na Węgrzech, nie tylko fundując krajowi gospodarczą katastrofę, lecz także doprowadzając do społecznego buntu i własnej anihilacji politycznej. W podobną stronę zmierza kilka państw strefy euro i można tylko obstawiać, gdzie wcześniej dojdzie do wybuchu – w Portugalii, Grecji czy Hiszpanii. Wszędzie tam zagrożona jest cała klasa polityczna.
Władza, która nic nie wie
System próbuje się przedstawiać jako bezosobowe reguły gry, podczas gdy wszystko dzieje się wśród konkretnych ludzi i grup społecznych, w gęstej sieci wzajemnych relacji, gdzie jednych się nagradza, czyni zwycięzcami, a innych stygmatyzuje przegraną, opisując jako ofiary tej systemowej gry. W ten właśnie sposób nadal opisuje się przeciwników rządu Tuska – jako pokrzywdzonych przez system, bezradnych, pozbawionych umiejętności osiągania sukcesu, gorszych i skazanych na klęskę. Kiedy jednak się okaże, że ten opis pasuje do większości klasy średniej, będzie już za późno na korektę tej metodologii neutralizowania zagrożenia. Ten podział ma charakter klasowy, ale w innym, niemarksistowskim sensie. Tym razem nie chodzi bowiem o własność środków produkcji, które migrują wraz z kapitałem, ale o użyteczność i używalność. O to, jakie grupy społeczne system potrafi skutecznie zagospodarować. To on wszak dysponuje pulą na uczestnictwo w sukcesach i pulą dla przegranych i grzęznących w kłopotach. Kiedy więc ta pierwsza maleje, a ta druga dramatycznie rośnie, pojawia się nieodparte przekonanie, że ci pierwsi są wrogami tych drugich. W takich chwilach demoliberalna machina musi kogoś rzucić na pożarcie, aby zaspokoić słuszne społecznie oczekiwania.
Władza z samej swej istoty musi panować nad rzeczywistością, choć w każdym ze znanych systemów inaczej określa się zakres rzeczywistości, którą władza pragnie lub musi kształtować. Władzy powierzamy kierownicę wielkiego pojazdu, w którym wszyscy siedzimy, wierząc, że pewnie i bezpiecznie dowiezie nas do wyznaczonego punktu. Niestety, po drodze czekają na nas różne drogowe niebezpieczeństwa, mniejsze lub poważniejsze, a czasami nawet katastrofy.
O dwóch najczęściej zapominamy. Kiedy władza jest nadsterowna i sądząc, że wszystko może, potrafi doprowadzić do sytuacji, kiedy tył pojazdu wyprzedza jego przód, czyli traci nad nim całkowicie kontrolę. Inaczej się zachowuje, kierowca kiedy z lęku przed śmiałym manewrem doprowadza do podsterowności i pojazd wyrzuca z jezdni na zwykłym łuku. Nie ma drogi bez zakrętów, a władzy, która nie potrafi ich pokonać, nie powinniśmy powierzać kierownicy.
I nieważne, czy czyni tak z obawy przed własną niekompetencją, ze strachu przed skutkami koniecznego manewru czy z brawury.
Władza nie zawsze mówi o tym, co wie, w wyjątkowych sytuacjach z powodu poufnej, a nawet tajnej natury podjętych przedsięwzięć, ale nigdy, przenigdy nie mówi o tym, czego nie wie. Premiera, który oznajmiałby obywatelom, że nie wie, co ma robić, jego właśni poplecznicy wsadziliby w kaftan bezpieczeństwa i natychmiast wymienili na innego. To dlatego do sztuk władzy należy udawanie, że pewne sprawy, tematy, zagrożenia po prostu nie istnieją. Dzisiaj władza nie ma pojęcia, co się będzie działo z Unią Europejską; kiedy powinniśmy zająć się euro; ba, nie wie nawet, kiedy i jaki budżet spójności wreszcie do nas trafi ani na co ma zamiar przeznaczyć te środki. Dlatego o tym milczy, choć dla przyszłości Polski trudno o ważniejsze kwestie. Rząd nie wie, ponieważ dobrowolnie uzależnił swój i nasz los od decyzji, które podejmie ktoś inny. Rząd nie wie, jak mordercze dla europejskiej gospodarki i Polski będą skutki rosnącej na skutek interwencji Europejskiego Banku Centralnego nowej bańki spekulacyjnej, i na wszelki wypadek chowa głowę głęboko w piasek. Rząd nie wie nawet, z jaką recesją będzie musiał się zmierzyć, więc na wszelki wypadek udaje, że w ogóle jej nie będzie. Wszyscy o niej wiedzą, ale widocznie boją się spytać. Podobnie jak w kwestii strukturalnego bezrobocia ludzi młodych.... Zakres tego, czego Tusk nie wie, powiększa się zatrważająco, odkąd przestał panować nawet nad własnym zapleczem parlamentarnym.
W tej wyliczance nie problemy są najważniejsze, ale fakt, że nikt nie jest w stanie zmusić władzy, aby przerwała stan kontemplacji i milczenia. Premier zachowuje się jak hinduski fakir, który swobodnie komunikuje się z zaświatami, a wszyscy wokół chodzą na paluszkach, aby tylko go nie zdenerwować, bo a nuż jakiś gwóźdź wbije się w jego dupę. A skaleczony będzie bardzo zły. Jego ministrowie też albo błogo milczą, albo opowiadają jakieś dyrdymały – minister od kultury potrafi prowadzić pociągi, a minister od pociągów nawet samego siebie nie prowadzi.
Nie ma drogi bez zakrętów, a władzy, która nie potrafi ich pokonać, nie powinniśmy powierzać kierownicy
To jest najgłębiej ukrywana natura istniejącego systemu władzy – bezradność połączona z umiejętnością ukrywania prawdy o niej. W tym układzie niebagatelną rolę odgrywają media, które nie potrafią wydusić z władzy jakiejkolwiek odpowiedzi w żadnej ważnej kwestii.
A ponieważ na głównej scenie, gdzie odgrywany jest dramat, najważniejsi aktorzy milczą, na innych scenach trwa festiwal kabaretów, błazenad, happeningów i ustalania, czy pewna pani aby na pewno nie jest panem. W ten sposób kamufluje się naturę konfliktu, przekonuje, że sprzeczne interesy w ogóle nie istnieją. Prawdę zastępuje się iluzją, a liberalne media stają się w ten sposób pierwszą linią frontu obrony władzy. To one, być może bezwiednie, dla wielu są synonimem złej, bezradnej, kłamliwej władzy; instytucjami wykluczenia i represji, kiedy piętnują, stygmatyzują i zakazują; prefiguracją destrukcyjnego systemu. Są Bastylią, w której więzi się rosnącą społeczną energię niezadowolenia, strachu, braku nadziei.
Rewolucje nie wybuchają na rozkaz
Drepczący bezradnie pod Bastylią tłum nie miał żadnego interesu w tym, aby uwolnić czterech fałszerzy, dwóch szaleńców i jednego zboczeńca. Kompletny absurd. W twierdzy aktualnie nie było żadnych więźniów politycznych, więc całą rewolucyjną ideologię dorabiano na gwałt już po symbolicznych scenach jej zdobycia. Wszyscy byli zdumieni, że ten akt był tak prosty i tak łatwy, bo przecież Bastylia była symbolem nieobalalnej władzy. Systemu, którego nie można zmienić i który będzie trwał po wsze czasy. Na każdą sugestię, że tak dalej być nie może, ówczesne autorytety odpowiadały – nie ma żadnej realnej alternatywy. Otóż tłum pod Bastylią w ogóle nie pytał o alternatywy, nie dociekał, co będzie potem, nie miał żadnego planu, miał tylko jedno – wroga! Miał też wolę i determinację, aby wroga dopaść i zmasakrować. Pierwsza lekcja rewolucji brzmi więc następująco – bunt nie jest stanem skupienia tłumu w jakiejś dowolnej przestrzeni, jest stanem świadomości wroga. Psuja, który przeszkadza, stoi na drodze, kogo trzeba usunąć. Jak i kiedy, to pytania wtórne, podobnie zresztą jest z kwestią: a co my z tego będziemy mieć. Zapomniana prawda rewolucji jest taka, że zdobycie Bastylii nic nikomu nie dało, wewnątrz nie było co zrabować ani zawłaszczyć. Rewolucyjny akt w sensie realnym był całkowicie pusty. O tym zaś, kto się wzbogacił na kamiennych blokach fortecy, historia milczy.
Rewolucyjny sens dopisano więc dopiero później, kiedy okazało się, że kluczem do zrozumienia wydarzeń z 14 lipca jest zakazane w dotychczasowej debacie jedno słowo – przemoc. Oto tłum wyzwolił z siebie moc niszczenia wrogów, a ideolodzy szybko zrozumieli, że jednorazowy akt buntu należy zamienić w nowy system, czyli w instytucjonalizację przemocy. Tak narodziła się alternatywa dla istniejącego systemu, a przemoc w imieniu króla zastąpiono przemocą w imieniu Republiki i ludu. Od tamtej pory mur i jego zburzenie nieodmiennie kojarzone są tylko w jeden, ten sam sposób.
Uważam Rze

Katyń w Trybunale | uwazamrze.pl

Katyń w Trybunale | uwazamrze.pl

Peryskop

Katyń w Trybunale

Ewa Tylus 10-02-2013, ostatnia aktualizacja 10-02-2013 15:00
Nie wskazano winnych zbrodni katyńskiej, a rosyjskie śledztwo w sprawie mordu umorzono.
Już 13 lutego skarga krewnych ofiar katyńskich przeciwko Rosji będzie miała swój finał w Europejskim Trybunale Praw Człowieka. Może to oznaczać, że w końcu doczekamy się procesu z prawdziwego zdarzenia.
To już druga rozprawa katyńska w Trybunale. Tym razem nad sprawą pochyli się 17 sędziów. Skargę popiera sześć organizacji międzynarodowych, w tym Amnesty International. Jeśli teraz Trybunał uzna, że śledztwo Rosjan było niewłaściwie prowadzone, konieczne będzie ponowne jego wszczęcie. Mimo że wiele dokumentów w sprawie Katynia zostało przekazanych Polsce, kluczowe tomy akt są nadal tylko do dyspozycji Rosji. Miejsca zbrodni i szczątki ofiar również są w Rosji. – Współpraca z Rosją była, ale skończyła się, gdy Władimir Putin przejął kluczowe funkcje w państwie – mówi prof. Ireneusz C. Kamiński, główny pełnomocnik skarżących.
Choć mord na blisko 22 tys. polskich jeńców miał miejsce w 1940 r., to dopiero w kwietniu 2012 r. otrzymał kwalifikację prawną: zbrodnia wojenna. Nadał ją we wcześniejszym wyroku Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, który stwierdził, że winę za nią ponoszą władze sowieckie oraz że krewni ofiar, którzy domagali się od Rosji prawdy o pomordowanych bliskich, zostali nieludzko potraktowani przez rosyjski wymiar sprawiedliwości. To oni wnieśli sprawę do Trybunału, ale wyrok był dla nich tylko częściowo satysfakcjonujący. Uważają, że zbrodnia ta zasługuje na miano ludobójstwa i chcą, by Trybunał ocenił rzetelność śledztwa katyńskiego prowadzonego w Rosji w latach 1990–2004. Dlatego właśnie skarga 15 krewnych ofiar mordu trafiła do ponownego rozpatrzenia przez Trybunał.
Rosyjskie śledztwo było prowadzone przez Główną Prokuraturę Wojskową Rosji. Zakończyło się umorzeniem. Zamykając to postępowanie, Rosja jako następca prawny ZSRR uchyliła się od odpowiedzialności. Uzasadnienie postanowienia o umorzeniu śledztwa utajniono. Nie wskazano nazwisk sprawców. Klauzula tajności ma – oficjalnie – chronić bezpieczeństwo dzisiejszej Rosji.
Uważam Rze

sobota, 22 grudnia 2012

Wałęsa: czasem mam pusto w lodówce

Przeglądając komentarze rzuca się w oczy furia z jaką internauci atakuja partię jarosława Kaczyńskiego. Redakcja Wprost24 yeywala na wpisy wierszyków ośmieszajacych PiS a wiersze czy anegodotki o Tusku są niestety na cenzurowanym. Dlatego w imę tego co robie przepisałem niektóre z nich i możecie dowoli sobie poczytać. "Poezja o Tusku w pustej lodówce Bolka" Puste gesty, puste słowa, Puste gesty, puste słowa, puste serce,pusta mowa, puste, choć zacięte usta, pusty wzrok i głowa pusta, pusty program i projekty, do cna pustych stek inwektyw, pusty jazgot,próżne żale, krzyk, co treści nie ma wcale, puste groźby,puste miny, wielkie morze próżnej śliny, puste hasła, obietnice, wszystko puste - poza picem! Słowem zero, nicość, próżnia - - tym się w świecie Tusk wyróznia, ____________________ Chory Tusek Tusk główkę ma chorą i leży w łóżeczku. I przyszedł psychiatra. - Jak się masz, Doneczku? - Źle bardzo – i banknot wyciągnął do niego. Wziął w kaftan pan doktor poważnie chorego I dziwy mu prawi: - Zanadto się szalało, co gorsza, nie głową, lecz jęzorem pracowało; Źle bardzo… gorączka! Źle bardzo, Doneczku! Oj długo ty, długo poleżysz w łóżeczku I nic pleść nie będziesz, knebelek i basta. Broń Boże orędzia, ekspoza lub kłamstwa! - A dymić nie można? - zapyta Doneczek – i Jarka małego kopnąć w tyłeczek? - Broń Boże! Pijawki i dieta ścisła! Od tego pomyślność w leczeniu zawisła. I leżał Doneczek w obłędnych drgawkach sondaże szlag trafił męczyła go czkawka. Patrzcie, jak złe kłamstwo! Donek przebrał miarę, musiał więc nieboraczek srogą ponieść karę! Tak się i z wami, dziateczki, stać może: od kłamstwa, obłudy strzeż was Panie Boże! _____________________ Pewien fircyk - bez krępacji, CUD obiecał całej nacji. Trafnie uznał - lud to kupi! Lud naiwny, ciemny, głupi. No i młodzież uwierzyła, Do urn wartko podążyła. I we Wronkach i w Pułtusku, Dali głos Donaldu Tusku. No nareszcie jest nadzieja! Naród wybrał czarodzieja. Media wielce mu pomogły, Nawet Doda wzniosła modły. To co najpierw obiecywał, Po wyborach odwoływał. Toż to kawal hipokryty, Rude włosy, wzrok kosmity. Serki, jabłka podrożały, A indeksy pospadały! No i w końcu stal się CUD, Czary mary... mamy SMRÓD. __________________ O Bronku - Kto ty jesteś? - Jestem Bronek, prosty jak od szpadla trzonek! - Jaki znak twój? - Fałsz, obłuda! - A w co wierzysz? - w Tuska cuda! - Gdzie ty mieszkasz? - W polskim grodzie! - W jakim kraju? - Gdzie powodzie! - Czy Kraj kochasz? - Jak pieniądze! - A w co wierzysz? - Że porządzę! - Czyli wygrać chcesz wybory? - Tak! Choć mam z tym problem spory! Lud me kłamstwa, zdrady czuje i z poparcia rezygnuje! - Cóż byś zrobił zatem chętnie? - Zniszczył Jarka dokumentnie! __________ Bronek Komorucha O większego trudno zucha, Jak był Bronek Komorucha... Ja nikogo się nie boję! Choćby Jarek... to dostoję! Woda? Woda w każdej gminie? Woda przecież kiedyś spłynie! A to błoto, wał rozdarty... -To są dla mnie czyste żarty! W wikipedii napisali: "Wał nie może się rozwalić". Wikipedii trzeba wierzyć... Dobra, wyślę tam żołnierzy Tusk!?... Cóż Tusk jest?! Dzieciak duży! Jemu nikt już nic nie wróży! Nie startuje wszak w wyborach, Teraz jest na Bronka pora! Naród, ludzie? Ale jaja! To jest tylko większa zgraja!... (Palikot? - mijam z daleka, Bo on tylko głośno szczeka!) Komu zechcę, to dam radę! Zaraz do Putina jadę I nie będę Bronkiem chyba, Jak go nie zakuję w dybach! I tak przez dzień boży cały Zuch nasz trąbi swe pochwały. Aż raz usnął gdzieś na kresach... Wtem się budzi a gdzie kiesa? Nie ma kasy! Znów kraść trzeba! Oj nie pójdę ja do nieba. Jak nie zerwie się na nogi, Jak nie wrzaśnie: Tusku drogi! Pomóż daj jakąś robotę! Bronku, będziesz z Palikotem Walczyć o te żyrandole Wszystko kryształ - ja pier..le! I jak bedziesz już w Pałacu To za dużo tam nie pracuj, Tylko pilnuj żyrandoli Żeby ktoś nie zapier..lił POtem wszyscy się weźmiemy Do budżetu się dorwiemy, Nikt już nam nie będzie szkodził A klub Ciebie wynagrodzi. _______________ Kampania przedwyborcza
Bronisław Stefanowicz Komorowskij…
Moja głowa taaaka duża, moje myśli taaakie śliczne, moje słowa są jak burza, me spojrzenia błyskawiczne. Moja żona taaaka tęga, moja (…) taaaka długa, moje życie jest jak wstęga, moje motto to zasługa. Mój żołądek taaaki byczy, moja pamięć taaakie sito, moich zasług nikt nie zliczy, moja żądza to koryto. ____________ Nie zagłosuję na Bronka fedra.salon24.pl Choć dziś jest na PiS nagonka Straszy się Jarka rządami Nie zagłosuję na Bronka Bo boją się winni sami Niejedno w życiu widziałam Znosiłam znoje i trudy Lecz widząc go zrozumiałam Że nie chcę takiej obłudy Bronek jest zbyt natarczywy A i o WSI chodzą słuchy Za wąsem się skrywa myśliwy A Jarek nie skrzywdziłby muchy.. Straszy się ludzi lustracją To dla SBeków tortury Bronku, daj spokój z frustracją Zrezygnuj z kandydatury Bronek - kandydat niedobry choć popiera go Kora I Bolek - bynajmniej nie Chrobry I Lisy siedzące WPROST w norach Dla Poznaniaków oszczędnych Krakusa co pieniądz dusi Nie zagłosuję na Bronka Co Norwegie do Unii zmusił Hej, kaszaloty i maszkarony! Nie ma co dłużej rachować Lepiej już nie mieć żony Ale kobiety szanować. Nie zagłosuję na Bronka Nie chcę PO-monopolu Zgoda, a owszem, buduje, I Ty Bronku - nie demoluj!

Wałęsa: winę za Smoleńsk ponosi Jarosław Kaczyński - WPROST

http://www.wprost.pl/ar/380784/Walesa-wine-zaSmolensk-ponosi-Jaroslaw-Kaczynski/
_______________________
Wałęsa: winę za Smoleńsk ponosi Jarosław Kaczyński - WPROST Gdyby Wałęsa powiedział że Donek zaaranźował to z razputinem byłby bliżej prawdy niż do Bozi w swojej klapie Do cenzora Wprost24 - Teraz wejdzie? ... niestety moje wpisy są na cenzurowanym. Zadam pytanie, - dlaczego? Co takiego jest w moich komentarzach że redakcja Wprost24 od dłuższego czasu nie decyduje się na jej pokazanie? Nie używam słów wulgarnych, stosuje jednakowy język jakim posługują pozostali blogerzy czy internauci z tą zapewne róznica że moje wpisy trafiaja w sedno, przez co staja sie niebezpieczne dla redakcji Wprost24 jak i dla popieranego przez redakcje rządu Donalda Tuska. Chociaż z tym wugaryzmem jest różnie. Jeżeli wolno premierowi obrażać prezydenta Rzeczpospolitej Polski to vice versa mozna to samo powiedzieć na temat premiera.

sobota, 21 lipca 2012

Bronisław Komorowski Szanowny Panie Prezydencie!

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Bronisław Komorowski Szanowny Panie Prezydencie! Jestem zmuszony zwrócić się do Pana z przypomnieniem danej przez Pana 9 lat temu, podczas konferencji prasowej, obietnicy odejścia z życia publicznego, jeżeli Romuald Szeremietiew, fałszywie oskarżany przez Wojskowe Służby Informacyjne, wtedy Pana zastępca i wiceminister obrony narodowe,j okaże się niewinny. Powiedział Pan wtedy,że jako człowiek honoru nie mógłby się inaczej zachować. Dziś już wiemy na pewno,że Romuald Szeremietiew był niewinny, co stwierdził Warszawski Sąd Okręgowy po 9 latach procesów. Panie Prezydencie, postawił Pan na szali swój honor i nadszedł czas wywiązania się z danego słowa, czyli ogłosić rezygnację z piastowanego urzędu. Jest to nie tylko najwyższy urząd, ale i związana z nim najwyższa odpowiedzialność, a honor wymaga dotrzymywania danego publicznie słowa. Nie powinien Pan zasłaniać się przed Sądem faktem,że jest najwyższym przedstawicielem władzy wykonawczej. Mimo,że jest Pan z zawodu historykiem, zdążył już Pan popełnić szereg poważnych błędów, które trudno tłumaczyć inaczej, jak sprzyjaniem i odbudowywaniem siły ludzi z dawnego aparatu terroru i ich popleczników. Podam tu tylko 3 przykłady. W czerwcu tego roku, a więc jeszcze, kiedy wykonywał Pan obowiązki Prezydenta RP, mianował Pan Jarosława Spyrę, byłego funkcjonariusza SB na ambasadora w Peru. W listopadzie odznaczył Pan Orderem Orła Białego Adama Michnika, którego poeta Zbigniew Herbert nazywał kłamcą, oszustem politycznym, manipulatorem i człowiekiem złej woli. Adam Michnik dla społeczeństwa polskiego budował gmach zakłamania, polegający na utajnianiu i zakłamywaniu historii, zamazywaniu różnic miedzy ofiarami i oprawcami. Michnik w ostatnich 21 latach zasłużył się, ale tylko jako obrońca Jaruzelskiego i Kiszczaka i innych morderców komunistycznych. Wkrótce potem zaprosił Pan do swojej siedziby głównegożyjącego zbrodniarza komunistycznego i agenta sowieckiego Wojciecha Jaruzelskiego, aby wziął udział w posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Nie sądzę,żeby Pan nie wiedział, kim był ten sowiecki namiestnik i od 1946 r. agent Informacji Wojskowej o pseudonimie "Wolski". Ze względu na to,że ten list upublicznię, dodam trochę więcej szczegółów ożyciu Jaruzelskiego, który został wybrany na prezydenta głównie głosami komunistów. Zaczynał karierę w LWP od pisania donosów nażołnierzy AK i w dowód zaufania został wytypowany na rezydenta Informacji. W listopadzie 1967 r. jako szef Sztabu Generalnego stanął na czele tzw. Komisji odżydzającej wojsko i to on: janczar moskiewski podpisywał rozkazy usuwające z armii osoby pochodzeniażydowskiego. To on dał rozkaz Wojsku Polskiemu wkroczenia w 1968 r. do Czechosłowacji i rozpoczęcia jej okupacji. W dwa lata później w 1970 r., jako minister obrony narodowej, wydał rozkaz oddziałom LWP strzelania do robotników i przypadkowych przechodniów na ulicach miast Wybrzeża. Zginęło wówczas 46 osób. W 1981 r. Jaruzelski wprowadził stan wojenny w PRL. Jego rezultaty to około 100 osób zastrzelonych lub zamordowanych skrytobójczo, 40 tysięcy uwięzionych, setki tysięcy bitych podczas manifestacji, aż do końca roku 1989. Jaruzelski zostawił zrujnowany gospodarczo kraj, zdeptany naród, zhańbioną armię, złamane życia ludzkie, spowodował ogromną - w większości polityczną - emigrację. Chciałbym wiedzieć, czym można usprawiedliwić zaproszenie takiego człowieka. Uważam,że niczym. Historia Pana oceni, stosownie do pańskich czynów. Pozwolę sobie zaapelować jeszcze raz do Pana honoru, bo Prezydent RP musi mieć zdolność honorową, o jak najszybsze złożenie rezygnacji z piastowanej funkcji. W duszy Pan chyba wie,że takim prezydentem nie wolno być. Prezes Związku Konfederatów Polski Niepodległej 1979-89 Krzysztof Bzdyl

piątek, 20 lipca 2012

„Petelicki nie był żołnierzem” – szokujące słowa Komorowskiego.

„Petelicki nie był żołnierzem” – szokujące słowa Komorowskiego! z dnia 19 czerwca 2012
Oto jak Bronisław Komorowski skomentował postać generała Petelickiego. W wywiadzie udzielonym Rzeczpospolitej w 2010 Petelicki mówił m.in, że
czas przestać udawać, że mamy sprawne wojsko. Gdy Romuald Szeremietiew mówił kiedyś, że dla bezpieczeństwa obywateli potrzebne są śmigłowce, a nie samoloty F-16,
- po prostu go zniszczono. Brał w tym udział obecny kandydat na prezydenta Bronisław Komorowski. To Komorowski jako minister obrony narodowej obniżył pensję komandosów GROM i zaakceptował wykreślenie z etatu jedynych w naszych Siłach Zbrojnych pilotów śmigłowców przeszkolonych w USA do nocnych lotów na niskich wysokościach. W wyniku tej decyzji odeszło z GROM kilkudziesięciu świetnie wyszkolonych specjalistów. Wcześniej Bronisław Komorowski próbował przekazać GROM pod dowództwo gen. Jerzego Słowińskiego – szefa Żandarmerii Wojskowej, z którym polował na terenie zamkniętego ośrodka wojskowego Omulew. A generał Słowiński, powołując się na decyzję ministra Komorowskiego, zażądał od dowództwa GROM zaprezentowania sobie karabinów snajperskich, bo chciał sprawdzić, czy nadają się one do polowań. Największym bogactwem Polski jest świetnie wykształcone pokolenie młodych ludzi, które myśli zupełnie inaczej niż ludzie skażeni programem „BMW” (bierny, mierny ale wierny). Młodych jest ponad 13 milionów i to oni wprowadzą nas w złotą dekadę. Aż przyjemnie jest z nimi rozmawiać, gdyż myślą kategoriami państwa, a nie partii politycznej. To oni przed kilkoma laty odsunęli od władzy PiS, między innymi wysyłając esemes o treści „schowaj babci dowód”. Teraz wysyłają esemesy: „przebrała się miarka, głosuję na Jarka”, „wolę Jarka z kotem niż Bronka z Palikotem” i – najwięcej mówiący – „oni myślą, że my nie myślimy, a my wiemy, co oni o nas myślą”. W koszmarnym współzawodnictwie o to, kto bardziej zaszkodził naszym Siłom Zbrojnym, Bronisław Komorowski pozostaje jednak daleko w tyle za obecną ekipą rządzącą z ministrem Bogdanem Klichem. Sławomir Petelicki do 1989 roku był oficerem wywiadu PRL. Potem był pomysłodawcą i organizatorem Jednostki Wojskowej GROM, którą dowodził w latach 1990 – 1996 i 1997 – 1999. Otrzymał za to stopień pułkownika, a następnie generała brygady Wojska Polskiego oraz Krzyż Oficerski i Komandorski Order Odrodzenia Polski, Krzyż Zasługi za Dzielność i amerykańskie odznaczenie bojowe For Military Merit. A teraz materiał, który zostawimy bez komentarza bo zachodzi uzasadniona obawa, że pisząc prawdę tudzież wyjawiając swą opinię narazimy się na „przykre konsekwencje”. Poniższy tekst ze źródła Wirtualna Polska: Fragment artykułu Kazimierza Turalińskiego (autora publikacji książkowych dot. służb specjalnych i przestępczości zorganizowanej) dotyczący powiązań Bronisława Komorowskiego z WSW i „zaniechań” za czasów pełnienia funkcji wiceministra MON, skutkujących brakiem weryfikacji radzieckich agentów w WSW (na kształt weryfikacji przeprowadzonej w SB): Przez wiele lat czołowym politykiem związanym ze środowiskiem wojskowym pozostawał Bronisław Komorowski. Jako wiceminister MON nadzorował na polecenie premiera Mazowieckiego reformę WSW. W związku z działalnością Komorowskiego, a raczej jej brakiem, powołano specjalną podkomisję sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Jej prace wykazały, że Komorowski utrzymał w WSW ludzi związanych z służbami PRL i radzieckimi, co oznaczało brak weryfikacji na kształt tej przeprowadzonej wśród funkcjonariuszy SB. Gdy zaś objął tekę Ministra Obrony Narodowej, przejął pełne zwierzchnictwo nad WSI. Choć sam wywodził się z kręgów prawicowych, szybko nawiązał serdeczne relacje z lewicowymi wojskowymi, w tym protegowanym Aleksandra Kwaśniewskiego, Markiem Dukaczewskim. Szybko też skonfliktował się z prozachodnimi żołnierzami jednostki kontrterrorystycznej GROM, obniżając ich pensje. W wyniku tej decyzji ze służby odeszła połowa przeszkolonego przez Amerykanów trzonu uderzeniowego. Kilka lat później, jako jedyny poseł Platformy Obywatelskiej, Komorowski głosował przeciwko likwidacji WSI, a później nie krył, że jego nazwisko najpewniej znajduje się w aneksie do raportu z likwidacji tej służby wywiadowczej. Osławiony aneks miał stać się głównym politycznym orężem Prawa i Sprawiedliwości w walce o reelekcję Lecha Kaczyńskiego. Odtajniona treść ujawniać miała bliżej nieskonkretyzowane informacje, rzekomo kompromitujące tak służby specjalne, jak i wielu polityków. Media spekulowały o zarzutach handlu bronią, narkotykami, paliwami lub działalności szpiegowskiej. Spekulacje na ten temat zakończyła katastrofa smoleńska, a zaufanie generalicji WSI do Komorowskiego okazane zostało w czasie przeprowadzonych po niej wyborach prezydenckich. Wtedy to gen. Dukaczewski ogłosił, że „żołnierze WSI nie będą głosować czwórkami, ale Komorowski ma mój głos i środowiska WSI [...]. Otworzę szampana, gdy wygra”. Prezydent Komorowski aneksu nie odtajnił, zyskał jednak wrogość prawicy wcześniejszymi publicznymi dywagacjami o wylocie prezydenta Kaczyńskiego, który wszystko może zmienić.

niedziela, 8 lipca 2012

Tusk: współpraca z Lechem Kaczyńskim była trudna. Nie mówił, że leci do Katynia

O tym, że Lech Kaczyński chce wziąć udział w uroczystościach katyńskich Donald Tusk miał dowiedzieć się z mediów - już po tym, jak pojawiła się informacja o planowanym spotkaniu w Rosji szefa rządu z Władimirem Putinem - wynika z zeznań premiera, które złożył w śledztwie dotyczącym organizacji lotów do Smoleńska. Do informacji dotarł portal tvn24.pl. ... 2012-07-07 17:00 Zeznania, które 19 października 2011 roku Donald Tusk złożył przed prokuratorami Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, dotyczą śledztwa ws. ewentualnych nieprawidłowości podczas organizacji wizyt premiera i prezydenta w Katyniu w 2010 r. Poznaliśmy je za zgodą oskarżycieli po ich decyzji o umorzeniu postępowania. "Kancelaria Prezydenta nie miała w planie informować Kancelarii Premiera o wydarzeniach z udziałem prezydenta. Współpraca była bardzo trudna. Ja nie orientowałem się o przygotowaniach ze strony Kancelarii Prezydenta (...)" - tłumaczył prokuratorom Tusk odpowiadając na pytanie dlaczego doszło do rozdzielenia wizyt premiera i prezydenta w Katyniu w kwietniu 2010 roku. Prokuratorzy z warszawskiej Pragi ustalili jednak, że najbliżsi współpracownicy premiera znali plany prezydenta już w styczniu. Świadczą o tym dokumenty wysyłane z Kancelarii Prezydenta do MSZ, których treść opisano w uzasadnieniu umorzenia śledztwa - informuje portal tvn24.pl. Tyle wiadomości podał portal Wprost/Wydarzenia: Kraj Po moim komentarzu:
Ciekawi mnie w jakim języku były instrukcje do złożenia zeznań? Po polsku brzmi to jak, oszust, kłamca i blagier. Cały świat i Polska wiedziały że Kaczyńscy z delegacją pojadą do Smoleńska ale mało wiedziało że to będzie ostatnia podróż ich życia. Wariograł oszalałby po pierwszym zdaniu. Brzmi to tak jakby premier powiedział że nie zna niemieckiego.
pojawiła się znana mi treść redakcji Wprost : Przykro mi ale twój komentarz został zaklasyfikowany jako SPAM nic dodać, nic ująć. Spamem w Polsce jest cała Platforma Obywatelska z Tuskiem na czele Pozdrawiam i zapraszam do komentarzy jak również piszcie e-maile gazetypisma@gmail.com